solenizanci: ona – Bibianna, on – Sulisław

grudzień 2, 2008 at 3:27 pm (Dzieci, Rozstania, Rozwody)

to, co powoduje, że momentalnie można wyprowadzić mnie z równowagi, to podejście do rozstań, a raczej – ich braku – ze względu na “dobro dzieci”.

zastanawiam się nieraz, jak by to było, gdyby na rodzicielstwo też konieczny był egzamin i odpowiedni papierek, podobnie jak na prawo jazdy. im częściej słyszę o patologicznych rodzinach czy toksycznych związkach sztucznie utrzymywanych przy życiu tylko ze względu na dzieci, tym mocniej wierzę, że nie jest to wcale tak głupi pomysł, jak by się mogło wydawać.

mało kto zdaje się wiedzieć, że właśnie ze względu na dobro dzieci niekochający się rodzice powinni się rozstać. szkrab w wieku 2 lat doskonale rozumie, co się dzieje w domu, a raczej – czuje doskonale, że coś jest nie tak między rodzicami, że atmosfera jest nie taka, że w powietrzu wisi konflikt czy niewyjaśnione urazy i żale, a udawanie rodzicieli, jakoby wszystko było w porządku tylko wprowadza zamęt w jego odczuwanie i postrzegania świata. dziecko wychowywane w takim klimacie dla  ‘jego dobra’ będzie później miało zaburzony obraz poprawnie funkcjonującej rodziny i raczej nie będzie szczęśliwe. a założenie własnej rodziny przyjdzie mu później z większą trudnością.

najbardziej dołującym przypadkiem, z jakim się w bliskim otoczeniu spotkałam, była sytuacja pewnej nauczycielki nauczania początkowego.

kobieta ta doskonale sprawdzała i realizowała się w pracy z maluchami klas 1 – 3 szkoły podstawowej, była przez dzieci uwielbiana, klasyczny przykład “naszej kochanej Pani”. była idealną osobą na idealnym miejscu.

prywatnie miała dwie córki w wieku wczesnoszkolnym, pisała kolejną pracę dyplomową i miała męża, z którym się rozwiodła. i tu sytuacja zaczęła się komplikować.

ku mojemu zaskoczeniu – a nawet naiwności – okazało się bowiem, że wiedzy zdobywanej na studiach pedagogicznych i psychologicznych nie przeniosła do życia prywatnego! “nasza kochana Pani” potrafiła wyrwać córce telefon, gdy ta rozmawiała z ojcem, i kłócić się z nim przy obu córkach o niezapłacone alimenty. ograniczała jego kontakty z dziećmi, nie pozwalała na dłuższe wizyty u dzieci, całkowicie zakończyła kontakty dziewczynek z dziadkami od taty, wujkami czy kuzynkami.

bycie nauczycielką czy pedagogiem a bycie matką to jednak dwie różne rzeczy, ja rozumiem, że ktoś może mieć takie zdanie. jednak o inteligencji świadczy wykorzystywanie zdobytej wiedzy, a nie jej ignorowanie.

obecnie młodsza córka w ogóle nie chce rozmawiać z tatą, gdy ten dzwoni, a starsza zaczyna płakać w słuchawkę, gdy usłyszy tatę. dzwoni do niego, gdy mamy – kobiety o wyższym wykształceniu pedagogicznym i psychologicznym – nie ma w domu.

Napisz komentarz