solenizanci: ona – Epifania, on – Bolemir
nieodmiennie jest dla mnie fascynującym odkryciem znalezienie przypadkowo zupełnie nieznanego mi bloga, w którym po przeczytaniu pierwszego akapitu klikam taguj w delicious.
dziś trafiłam na perełkę z rodzaju egoiste.
styl autorki jest specyficzny, nie obywa się bez wulgaryzmów, a jednak klasa daje się wyczuć od razu. bukovska zafascynowała mnie od pierwszego zdania, przy czym zdecydowanie lepiej czyta mi się ją po angielsku niż po polsku, może to kwestia precyzyjniej dobieranego słownictwa?
trafiając na takie blogi za każdym razem mam ochotę poznać autorkę osobiście, jak gdyby miało czy mogło to cokolwiek w mojej fascynacji ich opisami zmienić.
podobne do bohaterek lipstick in the jungle, młode, choć nie dwudziestolatki, wykształcone idealnie, perfekcyjnie władające językami obcymi, nieraz płynniej niż po polsku, ponadprzeciętnie atrakcyjne i inteligentne do bólu, przekazujące treść między słowami, wiodące życie luksusowe ze świetną pracą i – co zdaje się być najważniejsze – nieobarczone kompleksem matki – polki.
ich jednonocne przygody i kilkumiesięczne znajomości czyta się jednym tchem, mężczyźni opisywani przez te kobiety to zawsze ci z najwyższej półki, podobnie jak seks, a brak specjalnych zahamowań czyni te opowieści wyjątkowo interesującymi. lubię takie blogi i takie kobiety – zdecydowane, pewne siebie, nastawione na przyjemności i bezproblemowe życie. odnoszące sukcesy, świetne w tym, co robią, i kochające wyśmienity seks, bez idących za nim zobowiązań czy obowiązków.
a jednak za najbardziej godne podziwu i naśladowania uważam u nich dystans do siebie, fenomenalny i do pozazdroszczenia.
solenizanci: on – Sylwester, ona – Melania
Vera opowiedziała mi o swojej matce, która po 26 latach małżeństwa zdecydowała się w końcu na odejście od męża.
rzadko się słyszy taką wersję, prawda? to zwykle mężowie mają w podobnym czasie odchodzić od żon do młodszych, atrakcyjnieszych kobiet czy kobietek, a owym żonom nie pozostaje nic innego, jak zdecydować się na jedno z wyjść: albo wezmę się w garść, mnóstwo do przeżycia jeszcze przede mną, albo pogrążyć się w żalu za tym, co było, a tak się skończyło i jak on w ogóle mógł mi to zrobić.
bywają jednak i takie sytuacje, gdy – na szczęście – to kobieta decyduje się na odejście i zakończenie, nawet jeśli nieformalne, nieszczęśliwego małżeństwa, którego sens dawno został zastąpiony jego zdradami, alkoholizmem czy po prostu okazał się pomyłką.
a ile jest kobiet, żon, które nigdy nie powiedzą ‘dosyć’ mężczyznie, wykorzystującemu je od lat? pijącemu lub/i bijącemu? ile jest takich dziwnych quasi-związków trwających tylko ‘ze względu na dzieci’ – a gdy te dzieci dorosną, wyprowadzą się, usamodzielnią, to te quasi-małżeństwa trwają nadal, jak gdyby tworzący je ludzie stracili wszelką nadzieję na zmianę, na szanse na dobre życie, na szczęście, jak gdyby woleli tak tkwić bezczynnie, niż podjąć trud związany z jakimkolwiek ruchem..
‘lepszy diabeł znany niż nieznany’, to hasło zdaje się im przyświecać, choć taką jest bzdurą!
marzy mi się dzień, gdy ludzie będą ze sobą dlatego, że sami tak chcą i czują, że daje im to szczęście, i nie będzie już związków, pseudozwiązków, gdzie dwoje nieszczęśliwych ludzi nie widzi po prostu innego wyjścia, niż tak trwać razem.
na Nowy, Lepszy Rok życzę każdemu więc odwagi w sięganiu po szczęście, bo nic tak nie unieszczęśliwia jak nieszczęśliwy, wypalony związek.