solenizanci: on – Sylwester, ona – Melania
Vera opowiedziała mi o swojej matce, która po 26 latach małżeństwa zdecydowała się w końcu na odejście od męża.
rzadko się słyszy taką wersję, prawda? to zwykle mężowie mają w podobnym czasie odchodzić od żon do młodszych, atrakcyjnieszych kobiet czy kobietek, a owym żonom nie pozostaje nic innego, jak zdecydować się na jedno z wyjść: albo wezmę się w garść, mnóstwo do przeżycia jeszcze przede mną, albo pogrążyć się w żalu za tym, co było, a tak się skończyło i jak on w ogóle mógł mi to zrobić.
bywają jednak i takie sytuacje, gdy – na szczęście – to kobieta decyduje się na odejście i zakończenie, nawet jeśli nieformalne, nieszczęśliwego małżeństwa, którego sens dawno został zastąpiony jego zdradami, alkoholizmem czy po prostu okazał się pomyłką.
a ile jest kobiet, żon, które nigdy nie powiedzą ‘dosyć’ mężczyznie, wykorzystującemu je od lat? pijącemu lub/i bijącemu? ile jest takich dziwnych quasi-związków trwających tylko ‘ze względu na dzieci’ – a gdy te dzieci dorosną, wyprowadzą się, usamodzielnią, to te quasi-małżeństwa trwają nadal, jak gdyby tworzący je ludzie stracili wszelką nadzieję na zmianę, na szanse na dobre życie, na szczęście, jak gdyby woleli tak tkwić bezczynnie, niż podjąć trud związany z jakimkolwiek ruchem..
‘lepszy diabeł znany niż nieznany’, to hasło zdaje się im przyświecać, choć taką jest bzdurą!
marzy mi się dzień, gdy ludzie będą ze sobą dlatego, że sami tak chcą i czują, że daje im to szczęście, i nie będzie już związków, pseudozwiązków, gdzie dwoje nieszczęśliwych ludzi nie widzi po prostu innego wyjścia, niż tak trwać razem.
na Nowy, Lepszy Rok życzę każdemu więc odwagi w sięganiu po szczęście, bo nic tak nie unieszczęśliwia jak nieszczęśliwy, wypalony związek.
solenizanci: ona – Bibianna, on – Sulisław
to, co powoduje, że momentalnie można wyprowadzić mnie z równowagi, to podejście do rozstań, a raczej – ich braku – ze względu na “dobro dzieci”.
zastanawiam się nieraz, jak by to było, gdyby na rodzicielstwo też konieczny był egzamin i odpowiedni papierek, podobnie jak na prawo jazdy. im częściej słyszę o patologicznych rodzinach czy toksycznych związkach sztucznie utrzymywanych przy życiu tylko ze względu na dzieci, tym mocniej wierzę, że nie jest to wcale tak głupi pomysł, jak by się mogło wydawać.
mało kto zdaje się wiedzieć, że właśnie ze względu na dobro dzieci niekochający się rodzice powinni się rozstać. szkrab w wieku 2 lat doskonale rozumie, co się dzieje w domu, a raczej – czuje doskonale, że coś jest nie tak między rodzicami, że atmosfera jest nie taka, że w powietrzu wisi konflikt czy niewyjaśnione urazy i żale, a udawanie rodzicieli, jakoby wszystko było w porządku tylko wprowadza zamęt w jego odczuwanie i postrzegania świata. dziecko wychowywane w takim klimacie dla ‘jego dobra’ będzie później miało zaburzony obraz poprawnie funkcjonującej rodziny i raczej nie będzie szczęśliwe. a założenie własnej rodziny przyjdzie mu później z większą trudnością.
najbardziej dołującym przypadkiem, z jakim się w bliskim otoczeniu spotkałam, była sytuacja pewnej nauczycielki nauczania początkowego.
kobieta ta doskonale sprawdzała i realizowała się w pracy z maluchami klas 1 – 3 szkoły podstawowej, była przez dzieci uwielbiana, klasyczny przykład “naszej kochanej Pani”. była idealną osobą na idealnym miejscu.
prywatnie miała dwie córki w wieku wczesnoszkolnym, pisała kolejną pracę dyplomową i miała męża, z którym się rozwiodła. i tu sytuacja zaczęła się komplikować.
ku mojemu zaskoczeniu – a nawet naiwności – okazało się bowiem, że wiedzy zdobywanej na studiach pedagogicznych i psychologicznych nie przeniosła do życia prywatnego! “nasza kochana Pani” potrafiła wyrwać córce telefon, gdy ta rozmawiała z ojcem, i kłócić się z nim przy obu córkach o niezapłacone alimenty. ograniczała jego kontakty z dziećmi, nie pozwalała na dłuższe wizyty u dzieci, całkowicie zakończyła kontakty dziewczynek z dziadkami od taty, wujkami czy kuzynkami.
bycie nauczycielką czy pedagogiem a bycie matką to jednak dwie różne rzeczy, ja rozumiem, że ktoś może mieć takie zdanie. jednak o inteligencji świadczy wykorzystywanie zdobytej wiedzy, a nie jej ignorowanie.
obecnie młodsza córka w ogóle nie chce rozmawiać z tatą, gdy ten dzwoni, a starsza zaczyna płakać w słuchawkę, gdy usłyszy tatę. dzwoni do niego, gdy mamy – kobiety o wyższym wykształceniu pedagogicznym i psychologicznym – nie ma w domu.